
Kiedy rozmawiam z Wami o uczuciach i emocjach – szczególnie w sytuacjach, gdy pojawia się nawrót zaburzeń odżywiania – bardzo często okazuje się, że jest to dla Was niezwykle trudny temat.
I doskonale to rozumiem.
Sama przez wiele lat byłam mistrzynią w unikaniu uczuć.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że nauczenie się ich rozpoznawania, przeżywania i wyrażania bardzo zmieniło moje życie. Pomogła mi w tym moja terapeutka, której jestem za to ogromnie wdzięczna.
Dzięki temu zaczęłam inaczej patrzeć na emocje. Zamiast traktować je jak coś, czego trzeba się pozbyć, zaczęłam traktować je jak informację o sobie.
I właśnie dlatego chcę dzisiaj porozmawiać z Tobą o uczuciach.
Bo jeśli jesteś w trakcie zdrowienia z zaburzeń odżywiania, możesz odkryć, że pytanie:
„Co ja właściwie czuję?”
jest czasami dużo trudniejsze niż:
„Co mam zjeść?” albo „Jak powstrzymać się od jedzenia?”
Dlaczego emocje są ważne w zdrowieniu z zaburzeń odżywiania?
Emocje i uczucia mogą informować nas między innymi o tym, co jest dla nas ważne, czego potrzebujemy, czego się boimy, co przekracza nasze granice albo z czym trudno nam sobie poradzić.
Dlatego w procesie zdrowienia warto nie tylko pracować nad samymi zachowaniami związanymi z jedzeniem, ale również uczyć się rozpoznawać własne emocje i potrzeby.
Zaburzenia odżywiania nie zawsze są wyłącznie problemem związanym z jedzeniem. Jedzenie, ograniczanie jedzenia, objadanie się czy inne zachowania mogą pełnić różne funkcje – między innymi pomagać radzić sobie z napięciem lub trudnymi emocjami.
To nie oznacza, że każda osoba z zaburzeniami odżywiania doświadcza tego w taki sam sposób.
Ale warto zadać sobie pytanie:
Jaką funkcję moje zachowania związane z jedzeniem pełnią w moim życiu?
Zanim jednak spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, proponuję Ci bardzo ważne ćwiczenie.
Jakie emocje wolno Ci było przeżywać w dzieciństwie?
Zastanów się przez chwilę nad czterema emocjami:
- złością,
- smutkiem,
- lękiem,
- radością.
A następnie odpowiedz sobie na pytanie:
Których z tych emocji nie wolno Ci było przeżywać w Twoim domu?
Zatrzymaj się na chwilę.
Nie odpowiadaj automatycznie.
Przypomnij sobie różne sytuacje z dzieciństwa i zastanów się, jakie komunikaty otrzymywałaś, kiedy coś czułaś.
To bardzo ważne, ponieważ w dzieciństwie uczymy się nie tylko tego, co czujemy, ale również tego, czy wolno nam to czuć i jak możemy wyrażać emocje.
„Nie bój się” – czyli czego uczymy się o lęku?
Pod zakazem przeżywania lęku mogły kryć się komunikaty:
- „Taka duża dziewczynka, a się boi”.
- „Nie bój się”.
- „Nie ma się czego bać”.
- „Przecież nic się nie dzieje”.
Dorosły może rzeczywiście uważać, że dana sytuacja nie jest szczególnie straszna.
Ale dziecko może odbierać ją zupełnie inaczej.
Jeżeli wielokrotnie słyszało, że „nie ma się czego bać”, mogło nauczyć się nie ufać własnym odczuciom.
„Skoro mama mówi, że nie ma się czego bać, a ja się boję, to może coś jest ze mną nie tak?”
właśnie w taki sposób może powstawać przekonanie, że własnym emocjom nie można ufać.
„Nie płacz” – czyli czego uczymy się o smutku?
Pod zakazem przeżywania smutku mogły kryć się komunikaty:
- „Nie maż się”.
- „Nic się nie stało”.
- „Są większe problemy”.
- „Chłopaki nie płaczą”.
- „Przestań płakać”.
Czasami zamiast rozmowy o smutku dostawaliśmy coś, co miało nas szybko pocieszyć.
Cukierka.
Bułeczkę.
Przekąskę.
I oczywiście samo jedzenie nie jest niczym złym. Problem może pojawić się wtedy, gdy jedzenie staje się jednym z głównych sposobów radzenia sobie z trudnymi emocjami.
Wtedy warto zadać sobie pytanie:
Czy nauczyłam się przeżywać smutek, czy raczej nauczyłam się go szybko czymś zagłuszać?
„Dziewczynki się nie złoszczą” – czyli czego uczymy się o złości?
Pod zakazem przeżywania złości mogły kryć się komunikaty:
- „Dziewczynki powinny być grzeczne”.
- „Nie wypada się tak złościć”.
- „Przestań się złościć”.
- „Jak będziesz się tak zachowywać, zostawię Cię tutaj”.
- „Co ludzie sobie o Tobie pomyślą?”.
A przecież złość sama w sobie nie jest złą emocją.
Może informować nas między innymi o przekroczonych granicach, niesprawiedliwości, frustracji albo niezaspokojonej potrzebie.
To oczywiście nie oznacza, że każdą złość trzeba wyładować na drugiej osobie.
Możemy czuć złość i jednocześnie nauczyć się wyrażać ją w sposób, który nie rani innych.
To ogromna różnica.
Czy radość też może być „zakazana”?
Może się to wydawać zaskakujące, ale również radość mogła w naszym domu spotykać się z ograniczaniem.
Dziecko jest spontaniczne.
Śmieje się głośno.
Biega.
Skacze.
Cieszy się z drobiazgów.
A czasami słyszy:
- „Uspokój się”.
- „Nie hałasuj”.
- „Nie wypada się tak zachowywać”.
- „Nie ciesz się tak, bo mamusia źle się czuje”.
- „Tyle nieszczęść na świecie, a Ty się cieszysz”.
I dziecko może zacząć uczyć się, że jego spontaniczność przeszkadza innym.
Dlatego warto zadać sobie pytanie:
Czy dzisiaj pozwalam sobie naprawdę cieszyć się życiem?
Ćwiczenie: jakie przekonania mam na temat emocji?
Weź kartkę.
Wypisz cztery emocje:
ZŁOŚĆ – SMUTEK – LĘK – RADOŚĆ
Przy każdej z nich zapisz:
- Co słyszałam w dzieciństwie na temat tej emocji?
- Czy wolno mi było ją przeżywać?
- Jak reagowali na nią moi bliscy?
- Czego nauczyłam się wtedy o sobie?
- Co dzisiaj myślę o tej emocji?
A potem zadaj sobie jeszcze trzy bardzo ważne pytania:
Czy dzisiaj daję sobie prawo do przeżywania wszystkich emocji?
Czy moje przekonania na temat emocji są naprawdę moje?
Czy nadal chcę żyć według zasad, które poznałam w dzieciństwie?
Nie chodzi o to, żeby obwiniać rodziców czy innych bliskich.
Oni również mogli nie umieć rozmawiać o emocjach. Być może sami nigdy nie nauczyli się ich rozpoznawać ani wyrażać.
Dorosłość daje nam jednak możliwość zatrzymania się i sprawdzenia:
Co chcę zabrać ze swojego domu, a co chcę zmienić?
Emocje nie są wrogiem. Są informacją.
To jedna z najważniejszych rzeczy, których nauczyłam się podczas własnej terapii.
Emocja nie jest problemem, który trzeba natychmiast usunąć.
Możemy potraktować ją jak informację.
Złość może mówić: „moja granica została przekroczona”.
Smutek może mówić: „coś jest dla mnie ważne i coś straciłam”.
Lęk może mówić: „czuję zagrożenie albo nie wiem, co się wydarzy”.
Radość może mówić: „to jest dla mnie ważne, chcę tego więcej”.
Oczywiście emocje nie zawsze dają nam prostą i jednoznaczną odpowiedź. Dlatego warto nauczyć się ich słuchać, zamiast automatycznie za nimi podążać.
Czuć emocję nie oznacza, że musisz natychmiast coś pod jej wpływem zrobić.
Możesz czuć złość i nie krzyczeć.
Możesz czuć lęk i mimo niego zrobić ważny krok.
Możesz czuć smutek i nie próbować go natychmiast zagłuszyć.
Możesz czuć radość i pozwolić sobie ją przeżyć.
To właśnie jest część uczenia się regulacji emocji.
Co emocje mają wspólnego z jedzeniem emocjonalnym?
Jeśli jedzenie stało się jednym ze sposobów radzenia sobie z emocjami, może pojawiać się schemat:
emocja → napięcie → impuls → jedzenie → chwilowa ulga.
Problem polega na tym, że chwilowa ulga niekoniecznie rozwiązuje problem, który był źródłem napięcia.
Dlatego po pewnym czasie emocja lub potrzeba może ponownie się pojawić.
W takiej sytuacji warto nie tylko pytać:
„Jak powstrzymać się od jedzenia?”
ale również:
„Co dzieje się ze mną tuż przed tym, kiedy zaczynam jeść?”
oraz:
„Czego wtedy potrzebuję?”
Może potrzebujesz odpoczynku.
Może bezpieczeństwa.
Może bliskości.
Może postawienia granicy.
Może rozmowy.
Może wyrażenia złości.
Może po prostu jesteś zmęczona.
To nie oznacza, że każda chęć jedzenia ma emocjonalne źródło. Głód fizyczny również jest ważnym sygnałem i nie należy go ignorować.
Dlatego w procesie zdrowienia bardzo ważne jest uczenie się rozróżniania różnych sygnałów: głodu, sytości, emocji, napięcia i potrzeb.
Nie musisz walczyć ze swoimi emocjami
Przez wiele lat myślałam, że jeśli pozbędę się trudnych uczuć, będzie mi łatwiej żyć.
Dzisiaj myślę zupełnie inaczej.
Nie chodzi o to, żeby nigdy nie czuć lęku.
Nie chodzi o to, żeby nigdy się nie złościć.
Nie chodzi o to, żeby zawsze być spokojną i szczęśliwą.
Chodzi o to, żeby mieć możliwość przeżywania różnych emocji i nauczyć się sobie z nimi radzić.
Bo emocje są częścią naszego życia.
I jeśli odrzucamy jakąś część siebie, trudno jest żyć w pełni.
A co, jeśli nie wiem, co czuję?
o również jest bardzo częste.
Możesz zacząć od bardzo prostego ćwiczenia.
Kilka razy dziennie zatrzymaj się na chwilę i zapytaj:
Co teraz czuję?
Jeśli nie znasz odpowiedzi, nie zmuszaj się do jej znalezienia.
Możesz zacząć od:
- Co dzieje się teraz w moim ciele?
- Czy jestem napięta?
- Czy mam przyspieszony oddech?
- Czy chce mi się płakać?
- Czy jestem spokojna?
- Czy mam ochotę uciec?
- Czy coś mnie irytuje?
Dopiero później spróbuj nazwać emocję.
Nie musisz od razu robić tego idealnie.
To jest umiejętność, której można się nauczyć.
Emocje mogą stać się Twoim kompasem
Kiedyś uczucia były dla mnie czymś, czego chciałam uniknąć.
Dzisiaj są dla mnie ważnym źródłem informacji.
Nie oznacza to, że każda emocja mówi mi dokładnie, co mam zrobić.
Ale mogę się zatrzymać i zapytać:
„Co ta emocja próbuje mi powiedzieć?”
„Czego potrzebuję?”
„Co jest dla mnie ważne?”
I właśnie dlatego uważam, że praca z emocjami może być tak ważnym elementem zdrowienia z zaburzeń odżywiania.
Nie po to, żeby „pozbyć się” emocji.
Po to, żeby lepiej poznać siebie i nauczyć się żyć z całym swoim emocjonalnym światem.
A wtedy być może odkryjesz, że Twoim największym problemem nie jest to, że „czujesz za dużo”.
Być może przez wiele lat nauczyłaś się czuć za mało, nie ufać swoim emocjom albo natychmiast je zagłuszać.
I tego można się powoli oduczać.
Jeśli jesteś obecnie w trakcie leczenia zaburzeń odżywiania, pamiętaj też, że praca nad emocjami nie zastępuje profesjonalnego leczenia. Może być jego ważnym uzupełnieniem.
A teraz mam dla Ciebie jedno pytanie:
Której emocji najtrudniej jest Ci dzisiaj pozwolić sobie doświadczyć – złości, smutku, lęku czy radości?